2012-04-17

Mój pierwszy (nie przyjemny) raz = 148,5 €

Nie wiem czy siąść i płakać, uchlać się czy skakać z radości?
Dotarły do mnie ohydnie ostemplowane czarnym czymś co udaje tylko orzełka dokumenty zza Odry.
Oczywiście nic nie rozumiem z tego co tam pisze ale kwotę do wpłacenia zrozumiałam w momencie, bez tłumaczenia. Nie musiałam tego długo szukać, samo rzuciło się w oczy niczym... Nie mam ochoty na żarty.
Od razu zadzwoniłam do szefa i mówię mu jak sprawa stoi a on do mnie, że niedawno też zrobili w hu...a kierowce z naszej firmy. Też dostał zieloną karteczkę i szczęśliwy odjechał a po jakimś czasie przyszło mu płacić. Powstrzymam się od mocniejszego określenia tego, bo nie tylko dorośli to pewnie czytają...
148,50 € robi wrażenie, ktoś powie, że to wcale nie jest dużo, może i nie ale ku...a jak Ci napie...dalają po niemiecku że nie dostałaś mandatu tylko pouczenie i możesz jechać tylko zacznij pisać tą książkę, to chyba mam prawo się zdenerwować kiedy dostaję całkowicie niezrozumiałe pismo z kwotą i numerem konta do zapłaty.
148,50 € po obecnym kursie (4,20 PLN) to jest dokładnie 623,7 PLN, jutro będę wiedziała czy DAS się tym zajmie, póki co szukam kogoś kto zna j. niemiecki bo wypadałoby mi jakieś odwołanie w ichnym języku sklecić, no chyba że wujek google sobie poradzi (wtedy będzie śmiesznie, może się rozbawią i anulują mandat)



Część dokumentów które otrzymałam.




Mój pierwszy (nie przyjemny) raz

Końcem lutego jechałam sobie niemiecką A11. Autostrada jak to autostrada, tym bardziej niemiecka, gdzieś pomiędzy Szczecinem a Berlinem nie oferuje zbyt ciekawych widoków za oknem, tym bardziej zimą. Mając dość duży zapas czasu jechałam sobie za kilkoma ciężarówkami z PL i D.

Nie wiem jak to jest i dlaczego ale nie ma w Europie drugiego takiego kraju gdzie po przekroczeniu granicy poziom stresu, adrenaliny i niewiadomo jeszcze czego podskakuje do górnych granic, niejednokrotnie przekraczając normy ustalone przez naturę. Szkoda tylko, że państwo Niemieckie nie leży gdzieś na wschód od PL ewentualnie nie jest wciśnięte w granice Portugalii. Wtedy jazda była by miła i przyjemna na wszystkich szlakach którymi uczęszczam. Odwiedzałabym niemiaszków może jeden, dwa razy na pół roku. Niestety, mamy takiego sąsiada i trzeba jakoś z tym żyć, trzeba uznać, że stres który ogarnia większość driwerów jeżdżących po D jest wpisany w ten "styl życia".

No więc ślimaczyłam się tak spokojnie pokonując kolejne kilometry niemieckiej ziemii aż wyczulone wtedy na kolor zielony oko wyświetliło w mózgu sylwetkę zielonego radiowozu. Pierwsza myśl była taka, że to tylko Polizei, chłodno jest i pewnie nie będzie chciało im się ruszać z miejsca a jeśli już to pewnie zatrzymaliby któryś z zestawów jadących przede mną  Płonne były moje nadzieje, chwię po ich minięciu zobaczyłam w lusterku jak zawzięcie zbliżają się w moim kierunku. Poczułam się jak zwierzyna łowna ale jeszcze miałam nadzieję, że pojadą dalej przed siebie... Bańka pękła szybciuteńko, wcisnęli się przedemnie (generalnie stwarzając zagrożenie) i upolowali. Opadałam na ziemię z ogromną prędkością w momencie kiedy wyświetlił się napis "Bitte folgen, Follow me"... Wiele słyszałam o ich kontrolach ale jakoś do tej pory miałam to szczęście że mnie omijały. Do czasu, kiedyś musi być ten pierwszy raz. Jechaliśmy tak kilka kilometrów do pierwszego parkingu na którym rozpoczęła się moja pierwsza niemiecka kontrola policyjna. Pierw sprawdzili stan ładunku, stan samochodu i już myślałam, że nie będą "TEGO" chcieli, że nie zapytają o "TO", ale zapytali ;( Kiedy w potoku całkowicie niezrozumiałych słów usłyszałam to jedno słowo - "TACHO", wiedziałam już, Że fajnie to już był, że prędko z tąd nie wyjadę. Do tej pory pamiętam ich miny kiedy im powiedziałam, że nie mam. Prosto z mostu walę im w pysk, że nie mam TACHO, no i oczywiście przykleili się o jego brak bo samochód z 2010 powinien takowy posiadać. Tłumaczyłam im w międzynarodowym języku który podobno każdy na zachodzie zna, że w POLSCE NIE JEST TO WYMAGANE tylko u nich jest taki chory przepis mówiący że samochód ciężarowy zaczyna się od 2,8t. Udałam głupią, że niby o tym nie wiedziałam więc wypisali mi jakiś zielony świstek (po niemiecku) w którym nie ma wypisanej żadnej kwoty w €, w dodatku nic im nie podpisywałam i sobie pojechali. Uznałam że zostałam pouczona w języku którego absolutnie nie znam i nie mam ochoty poznawać więc szczęśliwa, że tak sie to tylko skończyło również pojechałam. Szczęście trwało do wczoraj kiedy odebrałam telefon od mamy, która (jak to każda matka) z lamentem zadzwoniła, że co ja znowu takiego zrobiłam że Niemcy mi mandat przysłali? W tym momencie poczułam się jakbym dostała obuchem przez łeb, nogi mi się ugięły i flash z tamtego zdarzenia przeleciał mi przez głowę. Jak już pisałam, nie znam niemieckiego ale wtedy wywnioskowałam z ich wypowiedzi, że mandat w wysokości 250€ to ja zapłacę, ale przy następnej kontroli jeśli dalej nie będę miała Kontrollbucha.


Jak przyjdzie priorytet od mamy to będę wiedziała na ile policzyli sobie tą kontrolę. Pewnie jest jakaś droga odwoławcza, ale to będę załatwiała jutro jak już będę wiedziała jaką część mojej wypłaty pomioty hitlera chcą sobie przywłaszczyć w imię swoich pokręconych przepisów...







To jest świstek który dostałam od pana niemieckiego policyanta.

2012-03-30

Przymusowy urlop

Siedzę już tydzień w domu i czekam na jakieś info z Londynu kiedy mam się tam pokazać po moją Renatke. Jednostka napędowa odmówiła posłuszeństwa przy wjeździe do EuroTunelu. Sposób w jaki dostałaam się na rozładunek w Colnbrook zakrawa na kpinę i można powiedzieć, że mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu. Boss stwierdził, że drugi samochód z którym jechałam z Meco (E) zaholuje mnie na miejsce. Całe 130km M20, M26 i M25 było tragiczne. Jazda na holu autostradą nie należy do najprzyjemniejszych kiedy nie działa wspomaganie kierownicy i hamulców a linka nie jest zbyt długa. Koniec końców dojechaliśmy na miejsce z 1,5h opóźnieniem co zdarzyło mi się po raz pierwszy w karierze drivera.
W momencie wylotu z GB nikt nie potrafił stwierdzić co konkretnie się stało. Młoda nie wykazywała jakichkolwiek objawów choroby. Oleju było tyle ile trzeba, silnik czyściuteńki, żadnego wycieku itp., nawet żadna kontrolka się nie zaświeciła... a ona i tak się pochorowała. Przynajmniej Assistance dobrze zadziałało, serwis stwierdził, że naprawa potrwa dłużej niż 3 dni (kalendarzowe) więc nie było sensu szukać hotelu tylko od razu wysłali mnie Mercedesem "eS Klasą" na Heathrow gdzie niestety przyszło mi spędzić całą noc.
Więc siedzę sobie w domu, nie zabieram się za jakieś większe przepracowywanie bo w każdej chwili mogę się pakować więc wrzucę parę fotek z ostatniego wyjazdu co by tu było bardziej kolorowo.


Na początek Francja (F)



Senny widok na D900.
Trochę kilometrów za Perpignan.



N88
Zjazd z A75 w kierunku na Mende.



D994
Nie pamiętam gdzie to jest :|



D994
Nie da się opisać tych widoków. To po prostu trzeba samemu zobaczyć...



D994



D994



D113
Montdardier
Francuskie zadupie...



D113
43.907509,3.475306 (współrzędne google)
Do tej pory zastanawiam się jak ja tam trafiłam, jak tam dojechałam... ale nie żałuję, warto było :)
Film na YouTube




Była Francja, więc nie może zabraknąć Hiszpanii (E)



N-II
Co tu dużo pisać ;) w dzień nawet spokojnie się przejeżdża ;) :D



N-VI
Gdzieś przed Villacastín



N-VI
Wjazd do Navas de San Antonio



A-1
Okolice La Cabrera.



A-1
Okolice La Cabrera.



AP-1
Pancorbo. Ciekawiej i ładniej jest gdy się zjedzie z autostrady.



A-1
W tle chyba widać już Vitoria-Gasteiz ale mogę się mylić...






Włochy, zwane potocznie "makarooonii" ;) (I)



Maranello



A14
Ancona wyłaniająca się z wód Adriatyku



A14
Zabudowany widok na Adriatyk



A14
Wiadukt nad rzeką Salinello



Paragon za przejechanie 360km włoskimi autostradami (A1 i A14), można mieć tanie autostrady a nie windować cen w górę ile się tylko da :/ na przykład F, PL...








I na koniec Wielka Brytania, Anglia (GB)



M6
W pogoni za Guinnessem ;)

2011-05-09

Trasa 1/2011

Witam. Od 27 kwietnia jestem w trasie i dopiero teraz dorwałam normalny internet. Wcześniej jakoś nie było okazji szukać :|
Do tej pory zwiedziłam sobie UK, Hiszpanie, Rumunię a obecnie jestem w Veszprem na Węgrzech, jutro załadunek ale nie wiem gdzie ma to jechać. Troche materiału mam nagrane wiec po powrocie napewno coś ciekawego trafi na YT a narazie trzeba uzbroić sie w cierpliwość. Jeszcze 2 tygodnie w trasie i mam nadzieję, że wszystko dalej pójdzie bezproblemowo jak do tej pory.
Na tym zakończę tego wpisa, muszę trochę odpocząć. Pozdrawiam :)


Londyn, UK


Hiszpania, droga N-I


Hiszpania, A-1



Hiszpania, Ajalvir



Hiszpania, panorama Ajalvir


Hiszpania, Daganzo De Arriba



Następne zdjęcia przy najbliższej okazji :)